Nasza “róża wiatrów” – SZYPCZYNA.

Powtarzam ostatnią myśl z artykułu: Skąd ten “Pan”, skąd ten “Bóg”… –

Weźmy słowo “busola” (a wcześniej przypadkiem nie “buksola”?). Niby naleciałość w języku polskim (czytaj poniżej W.Doroszewskiego), ale… Gdyby rozłączyć je na “bu-sola” i potraktować zastąpienie litery “k” przed “s” na drugą “s” (./fr. “ss”  wskazuje na poch. obce) jako pochodną przy przejęciu tego pojęcia przez język staroitalski (etruski), stwarza się możliwość domniemania, że pochodzi z dwóch prapolskich wyrazów: (BUK)BOG/BÓG i SEŁN-A/SŁONA tj. z (wg mnie, tak jak i połacińskie gu-sło) pralęchickiego  na polszczyznę “Księga Słońca” czyli “Zbiór Wiedzy O Astronomii”, do której zaliczono wyznaczanie stron świata…, a przyrządem do tego mogła być “tarcza niebiańska”, swoistego rodzaju pierwowzór kompasu, (dzięki Zalwitowi) wspomniana przeze mnie w “Atlantydzie…”. Tarcza to kiedyś “szczyt”, co potwierdziłby wiele tysięcy lat temu Scyt (czytaj: Prapolak), który go (ją) wymyślił, używał i był z tego znanym i od tego nazwanym!… Stąd skojarzenie z busolą

Busola” wg W.Doroszewskiego to “… przyrząd służący do określania kierunków na powierzchni ziemi w stosunku do południka magnetycznego, złożony z igły magnesowej obracający się swobodnie wewnątrz koła z podziałką kątową lub różą wiatrów (stron świata) »: Igła magnetyczna busoli wskazuje położenie biegunów pola magnetycznego. PEŁCZ. Metalozn. 6. […]  przen. Wśród zamieci i zawiei śnieżnych jedyną busolą jest wiatr, który niechybnie wskazuje kierunek drogi. GRUSZ.AR. Tuzy. 425. […] < . bussola = pudełeczko, przez fr. bussole >“. Zapamiętajmy podkreślone fragmenty! Wywód z . lub fr. dla mnie nie ma sensu, po pojęcie pudełeczka nic nam nie mówi. Równie dobrze mogła zostać tak zwaną zwykła tabakierka noszona przy sobie, a nie przyrząd, który pierwotnie musiał mieć spore rozmiary, na pewno nie pudełeczka!

Czas na tytułową “szypczynę” (potem: szypszyna, co oznaczało polską “różę polną”, ale to już po nastaniu łaciny). Znów dzielimy to określenie na “szypczyna“. Pierwszy człon (dla mnie typowo dźwiękonaśladowcze tzn. z początków kreowania się języka w ogóle) to nasze prasłowo (A.Brückner) – strzała (zauważmy, że kompas też ma strzałkę [igłę]!), później kolec. “Czyn” – znów prasłowo, a dawno temu znaczyło sposób, a inaczej, jak pisze Ten etymolog, “to, co do czegoś należy“, np. ocalałe do dziś naczynie – do czynienia, do sporządzania potrawy. CZYN też kiedyś oznaczał zbroję (czynowaty = uzbrojony) i porządek, stąd rus. czin, czinownik = urząd, urzędnik; a w ind. czinoti = zbiera, układa; awest. czajeiti, czinwaiti = wybiera. “Szypczynę” przetłumaczyć można więc na “strzałkę porządku, wyboru, sposobu (drogi)”, “strzałkę, co do sposobu (drogi) należy (służy)” lub inaczej: sposób na kierunek! Nawiązuje to do symbolu słowiańskiego – czterech Rąk Boga

Ale jeszcze ciekawsze są nasze nazwy kierunków świata (opiywane przeze mnie na podstawie “Słownika etymologicznego…” A.Brücknera)…

Cztery “magiczne” prasłowa tylko w języku polskim(!): północ (przedtem pułnoc), południe (dawniej pułdnie), wschód (poprzednio wschod) i zachód (wcześniej zachod). Owe wyrazy musiały powstać bardzo, bardzo dawno temu, aż tak dawno, że chyba Lęchy nie osiedlili się jeszcze na terenach, które zajmowali i teraz zajmują Polacy. Rozpatrzę szczegółowo każdy z nich.

PUŁNOC – w tym określeniu jest zawartym cykl roczny koła podbiegunowego, pół nocy i pół dnia. Dlaczego? Ponieważ jeśli miałby przedstawiać cykl dobowy, druga część słowa “noc” byłaby w liczbie mnogiej, czyli “noce” (całość = pułnoce [tak jak “pułdnie“] byłaby rodzaju nijakiego [to pułnoce tak jak to południe], a tak nie jest!). Igła kompasu kieruje się dokładnie w stronę bieguna magnetycznego, który wtedy, gdy powstawało to słowo, pokrywał się z osią ziemską. Gdy odgadnie się kiedy to było, mamy przybliżony czas istnienia Lęchów!

Inaczej patrzę na (to) “południe” (PUŁDNIE). Ono wskazuje dobowy cykl obrotu Ziemi. Druga część słowa jest w liczbie mnogiej (dnie dziś dni). Gdyby tak nie było nazwa brzmiałaby np.”pułdzień”, a tak nie jest. Czyli informuje o składowych roku, że dzielił się mniej więcej równo na połowę dni i połowę nocy (doby), co zaświadczają świętowane u Słowian przesilenia i równonoce.

ZACHOD od chod/chód – “…coś, co POZOSTAŁO za chodem (za pochodem, migracją – przyp.aut.), z tyłu…”

WSCHOD też od chod/chód – “…o ‘słońcu’ i o ‘stopniach, po których się WSCHODZI’…”. Po pierwsze: wyznacza drogę ku naszej gwieździe, po drugie: stopnie/wschody (potem skrócone do “schody”) – skały, piargi, grapy itp. gór, po których trzeba było się wspiąć, by iść w stronę słońca. Zauważmy, że ten kierunek znajduje potwierdzenie na awersach bitych w Polsce polskich monet (np. denar Chrobrego) aż do Mieszka Starego, na których występujące jakiekolwiek zwierzęta miały głowy skierowane na wschód!

Przyjrzyjmy się środkowi kompasu. Stanowi on niejako punkt, według mnie, ściśle geograficzny, gdzie pierwowzór tego urządzenia powstał. Jakie tu mamy dane? Miejsce, z którego rozpoczęła się migracja (w kierunku Uralu, czytaj: zachodniouralska Sarmacja Królewska), góry do przejścia leżące od wschodu, koło podbiegunowe z jedną nocą i jednym dniem w ciągu roku oraz dobowy czas będący za tymże kołem, ale w obrębie terytorium, bo był na tyle ważnym elementem, by go “upamiętnić”. Czy znamy/znaliśmy takie miejsce w Europie spełniające wszystkie warunki? Ja domyśliłem się niedawno. To “moja” Atlantyda, z której trzeba było wyjść do Środkowo-Wschodniej Europy (na wschód) przez Góry Skandynawskie, które połączone były z Atlantydą mostem lądowym! A był taki czas – przeczytaj na moim blogu “Atlantydę…” i przyjrzyj się “gwieździe szeryfa” tamże. Zachód (u mnie zaladzająca się Grenlandia) pozostawiony został z tyłu, a nasz “gon” (droga) występuje w nazwach państw skandynawskich Nor-ge, Sveri-ge! Resztę wniosków pozostawiam Czytelnikowi.

 

Advertisements