Skąd ten “Pan”, skąd ten “Bóg”…

Rzeczownik tytularny “Pan” – A.Brückner podaje, że  wywiódł się z “żupana” – długiej, męskiej sukni noszonej pod kontuszem, opasywanej wełnianym pasem (od arabskiego dżubbah – suknia spodnia) na skutek skracania tytularnego “żpan” u ujarzmionych Słowian i przejętego w takiej formie przez Węgrów (od tego “ispan”, który zawlekli na Półwysep Iberyjski – España!), potem od “szpana” do “chpana”, aż wreszcie do “pana”. Strasznie to dla mnie mętnym! Czy tylko Polacy nosili żupany? Nie! Co to było więc za wyróżnienie ich spośród innych plemion? Żadne! Kiedyś kopalnie soli zwane były “żupami“, a zarządcy nimi – żupnikami. Potem przeszło to na określenie monopolu książęcego wspominanego w kronikach jako “opłaty sądowe i inne”. Następnie określenie “żupca” trafiło nawet do karczmarstwa i kupiectwa. Tylko, że te dziedziny były opanowane przede wszystkim przez żydów i nijak by się miało do tytułu… Sięgnąłem myślami głębiej jeszcze przed “hurtowe” kopalnie soli.

To, do czego doszedłem drogą wertowania mądrego kiena (kiedyś był u Prasłowian „Kniąc/Kniądz”, a”ksiądz” to już przeróbka łacińska, kiedy zaistniała w naszym alfabecie modna litera „X”) „Etymologia…” A Brücknera, jest właściwie „tabloidalną” sensacją. Obiecałem w mojej „Atlantydzie…”, że z tym „Panem” (zaistniałym w panteonie mitów greckich BOGIEM) to jeszcze pogadam…

Wszystko wzięło się od… konopii 😉 (ja tego nie jaram!). Otóż przedstawiam trzy definicje:
1/ PIEŃ – pniak, zbior. pniewie, zdr. pniek. PRASŁOWIAŃSKIE. Serb. „pań”, czes. „peń”;
2/ PIENKA lub „pieńka” (konopie[ń] dawniej), ale i od tego pięknie śpiewający ptak – zięba, a czasami i szczygieł, które gnieździły się w konopiach, tj. „piąnka” (potem stąd „piosnka”), w ind.-ir. „bang” (bezdźwięcznie wymawiany „pank”- śpiewny 🙂 np. nazwa stolicy BANGKOK /pankkok/ przypomnij sobie nazwę stolicy „Pankkot” w „Indiana Jones i świątynia zagłady” 😉 /- śpiewające, muzykalne miasto [rzeczywiście takim jest], dawniej KRUNG Thep – przyp.aut.); „pienka” to nasze prasłowo;
3/ PIĄĆ (SIĘ) – (w)spinać (się) [dzis. rosnąć] od pnia „pen-” Z LĘCZĄ WOKALIZĄ (wymową) „o”: „pon-” (np. „zapona” tj. naszyjnik, która poszła u Słoweń. w „zapinkę, haftkę, sprzączkę, guzik w kształcie kołka). Istniało też inne znaczenie „piąć” – „pnieć” to też „wisieć” (dzis. wieszać, ważyć [stąd: PENSJA, którą odważano!]).

Pon (“po on” – po ścięciu, nieżyjący) określał pień jako już martwy drąg. Lęchowie określili specjalistę, jako “pana”, tego, który dobierał idealnie równe drzewo nadające się do sporządzenia wagi, ścinał go, okorowywał odpowiednio, by uzyskać z niej szalę na towar i dźwigar z plastra pnia, mocował pniak poziomo, przewieszał odpowiednio linę (sznur), wreszcie odważał daninę, należności i komasował je dla władcy. Mógł mieć pomocnika, najniżej szlachetkę-pazia, “panoszę”. Był to samodzielny zawód taki, jak np. katostwo, ale stanowiskowo wywyższony. Po urzędniczej procedurze, by wykorzystać surowiec do cna, bednarz dostawał okrągłą, drewnianą szalę od ważnika i używał jej jako wzór do formowania, wyklepywania blasek, dzis. blaszek, blach do pieczenia (od pierw. „blask, blaszczyć” – razić, tu: od gorąca). Były to panwie. Stąd niem. Pfanne – >Bratpfanne > skąd wróciło do nas jako “brot-/brytwana”, a do Anglików nasza “panew” poszła w “pan” – patelnia,  jeden z dwóch identycznych pojemników lub części (czytaj: panew i kora równe sobie wagowo); miara (panful), ale i w “pen, pencil” – pióro (do pisania), ołówek (!); natomiast do Hiszpanów w “pan, panecillo” – okrągły (charakterystyczny dla Słowian) chleb, bułka.

“Panem/Panią” tytułowano też w rodzinach szanowanych, najstarszych członków (dziadka, babkę, wuja itd., ale i matkę – “Pani matko…”) nawiązując do pnia (rodowego też) drzewa (stąd też “drzewiejszy” – o wiele starszy).

Patrzę na hasło “konopie” do Wikipedii i: konopie siewne, dziś nawet i 3,5metrowe (a strach pomyśleć jakie były za czasów skrzypów drzewiastych) – w Górach Ałtaj (sic!), Tienszan, Zakaukaziu i Afganistanie; konopie dzikie u nas w miarę powszechne, rosną na rumowiskach (budowli przede wszystkim), dlatego winno się tam kopać za artefaktami, ale nam zabroniono i tępi się wszelkie ich skupiska.

Rozdzieliłem konopie na “konopie (czyżby opium?). “Kon-” nasze (!), potem i “kom-“, poszło w łac. “cum” (z) i stamtąd do innych języków. Dlaczego tak uważam, jeśli “kom-” A.Brückner  wywodzi z łac. “cum” = “z”? No, bo na przykład prasłowo POLSKIE, przedłacińskiekomiega, komięga oznaczała “kloc”, a wcześniej “grubszą część gałęzi”, która “z biegiem”, ruchem czyli wzrostem drzewa powstawała, u którego gałęzie wyrastały na okrągło pnia (według wzoru Fibonacci’ego). Porównaj z “biegunem” w mojej “Atlantydzie…”. Kom, kon przekształcił się w ‘knar’, potem w ‘konar’.

Kon-” występuje w pralęczych słowach takich, jak: kon-wój – z wojami tj. obstawą, kon-fekt (“sporządzenie” [lekarstwa], ale tylko w zielarstwie), kon-dukt (orszak przy ostatniej drodze do stosu ciałopalnego), kon-tynent (z brzegiem, granicą, obwałowaniem czyli “tyńcem”), kon-stytucja (z , dzięki wizerunkowi nadzorującego (np. przysięgę) przodka/bóstwa-świadka w formie rzeźbionego, pionowego pnia, drąga, koła – “postaci” (dzis. rodu!), czyli “konstać” i in. Dodam, że “kon-sum-ent” znaczyło kiedyś “suchy”, niejednokrotnie chory na suchoty, czyli gruźlicę (czytaj: “sumnice” – poziomki, czyli chylące owoce ku ziemi; tu: umierający człowiek).

Co ciekawe “koniec” (wpierw “końc“) wziął się od pierwotnego “koń“, co znaczyło “początek” (czyżby start od chwili udomowienia tego zwierzęcia przez Drzewiejszych?)!!! Zniemczona, skarykaturyzowana nazwa naszego, zachodniego plemienia “Drzewianie” nie poszła od mnogości drzew w ich mateczniku, bo to żaden wyróżnik, a od “Drzewiejszych” czyli “Starych, Pra-” w pojęciu rodowym.

I na koniec: przywołuję nazwę “kory” (dzis. z niem. szalka od Schale) z pnia ger. “skel-” – łupać (łupina = kora)… STĄD GERMAŃSKA NAZWA PRALECHITÓW: SKELCI/SKELTOWIE!!! TO OZNACZA, ŻE CELTOWIETEŻ SŁOWIANIE!!! Cechą Lęchów była odwaga, ale kiedyś w zupełnie innym znaczeniu: od “ważenia” danin, podatków biorąc pod uwagę Imperium Lęchów i mnogość podległych im lenników – bardzo rozpowszechnione wtedy i jednoznaczne o kogo chodzi. Od “kory” – szalki wzięła się słowiańska miara zboża “korzec”.

PAN, poborca skarbowy, BYŁ KIMŚ (i jest)!

Dlatego tak znienawidzonym od pewnego czasu…

W mojej “Atlantydzie…” zawarłem pewne, bardzo ciekawe słowo, nazwę zwierzęcia do szczegółowego wyjaśnienia : PANTERA. Owóż po rozdzieleniu go na PANTERA otrzymujemy składnię z albo przedrostka pan- (wszech-) i rdzenia -tera (z łac. terra – ziemia lub z gr. teras – potwór), albo dwóch rdzeniów, albo rdzenia pan- (‘okrągły’ w nawiązaniu do naszej panwi) i przyrostka -tera. Jest kłopot z wyłumaczeniem tegoż wyrazu, bowiem już Staropolanie mieli z tym ambaras. Znanego dziś kota określali jako wszech- lub wielkozwierz. Powiedzmy sobie szczerze: co to za władca terenu (przecież nie największy), na którym mnogimi były niedźwiedzie, tury, mastodonty, ząbrza (większe i agresywniejsze tygrysy szablozębne)? Sprowokowało mnie to do zastąpienia w nazwie “pantera” litery “t” na “c” (wymienne w słowiańszczyźnie, szczególnie w lęszczyźnie). Otrzymałem “pancerę” i natychmiast skojarzyłem z pancernikiem, pancerzem! Otóż gatunek ten zamieszkuje obecnie obie Ameryki, kiedyś tylko Południową. Ale… Z analiz filogenetycznych przeprowadzonych przez Delsuc’a i współpracowników (2016 r.) oraz Mitchell’a i zespołu (2016 r.) wynika, że pancerniki nie tworzą tzw. kladu. Klad to grupa organizmów mających wspólnego przodka, obejmująca wszystkie wywodzące się z niego grupy potomne. Do tegoż kladu nie należałyby także gliptodonty – rodzina lub podrodzina wymarłych ssaków, większych i bardziej uzbrojonych krewnych dzisiejszych pancerników. Występowały od miocenu do końca plejstocenu (jego koniec – ok. 12 tys. lat temu)! To oznaczałoby, że zwierzęta te mogły zamieszkiwać wtedy nasz teren w towarzystwie ząbrza! “Pancerę” należałoby tłumaczyć jako “kulisty potwór” (gr. teras) – mogący osiągać wymiary samochodu osobowego i ważyć tonę! Str. https://pl.wikipedia.org/wiki/Gliptodonty .

(polowanie ludzi na gliptodonta)

“Okrągły”, bo widocznie umiał się zwinąć w kulę tak, jak to robią dzisiejsze pancerniki kulowe i bolidie. Próby tłumaczenia “pantery” jako ‘władca ziemi‘ nie sprawdza się, bowiem te koty u nas przegrałyby walkę o życie z tygrysami szablozębnymi. “Cera” oznaczała w naszym starym języku zarówno “barwę” jak i “płeć, minę (stąd od kulowego pancernika: nadęta mina – wzdęte policzki [cyt. z “Pana Tadeusza” A.Mickiewicza o Wojskim “…Wzdął policzki jak banie…”]), błyskotkę, łuskę (stąd: nazwa ryb ‘certa‘, ‘c-/karp‘ i ‘karaś‘)”. Łacina skutecznie “łuskę” wyeliminowała przekształcając ją w “cętkę” (stąd ‘pantera‘) – jakby chciała wyeliminować skojarzenie ze ‘zbroją’ (czyżby już znaną przez Prasłowian 3,5 tys. lat temu, czytaj: wizerunek Saracenów z kolumny Trajana w Rzymie?), ale ślady jej pozostały w nazwach: rodzaju okrętu (pancernik – nie od łac. cera – wosk!), osłony ciała ludzkiego (pancerz, towarzysze pancerni – nasza słynna husaria) oraz nazwa czołgu przez filomistycznych nazistów (panther), którzy z pochodzenia i sensu wyrazu z języka (pra)lęczego doskonale zdawali sobie sprawę, w ang. “panties, pants” – majtki, spodnie (znów) osłona (a nie ‘cętki’) części ciała…

Następne ciekawe słowo (z łac.): PONDERABILIA, określające “rzeczy konkretnie istniejące, uchwytne, które dają się zważyć, zmierzyć, dokładnie określić”. “Pon-” w związku z  naszą  panwiową miarą wagową (czytaj wyżej).

Dalej: PONIEDZIAŁEK – to nie od ‘po-niedzieli”, a od “PONIEDZIAŁEK” czyli w tym dniu, w osadzie, fachowiec pan brał wszystko, co było do sprawiedliwego podzielenia pośród mieszkańców na nowy tydzień i dzielił według miar panwii! Dowód? Ano w języku rosyjskim niedziela to “woskriesienie”, więc poniedziałek powinien brzmieć “powoskriesiennik”, a tak nie jest! Jest “poniedielnik“, a tłumaczenie tego jako ‘potygodnik’ (“niediela” po ros. – tydzień) byłoby bardzo wątpliwym, bo znowuż u nas tego nie ma! SOBOTA – znaczyła dzień zajęcia się SOBĄ i rodziną!

Następny “nierozwiązywalny” przez polskich etymologów wyraz PANTAŁYK. Otóż, tłumacząc po mojemu: “pan-” oznaczało “okrągły, kulisty” jak pancernik; “łyk” pochodzi od słowa “łyko” (z ‘łącza’ – wiązanka) od włókien konopnych (!), z których robiono tanie, miejskie żupany (powiedzmy: opasujące kamizele; stąd “łykami” nazywano mieszczan). “Zbić z pantałyku”, co dziś oznacza “zawstydzić”, oznaczało kiedyś dokładnie “wyciągnąć, wyszarpnąć kogoś z reprezentatywnego stroju, w którym zwykł był się przedstawiać” = obnażyć!

Rozważmy (wg prasłowiańskiej wagi 😉 ) gr. imię PANDORA (słynna ‘puszka Pandory’). Pan-dora…. Ale zacznę może od mitów greckich za str. https://pl.wikipedia.org/wiki/Pandora

Pandora (gr. pan – “wszystko”, dδron – “dar”) – w mitologii greckiej 

(: najstarsza wersja – przyp. aut.) to pierwsza kobieta na Ziemi, którą Zeus zesłał jako karę dla ludzi za to, że Prometeusz wykradł bogom ogień z Olimpu. Na rozkaz Zeusa Hejastos ulepił z gliny i wody pierwszą kobietę, którą charyty i hory pięknie przyodziały. Atena nauczyła ją prac domowych, Afrodyta obdarowała urodą, a Hermes podzielił się z nią swoimi cechami charakteru: kłamstwem, fałszem i pochlebstwem i zaprowadził do Epimeteusza, który pojął ją za żonę wbrew ostrzeżeniom swojego brata, Prometeusza. W posagu Pandora otrzymała szczelnie zamkniętą glinianą beczkę (w literaturze europejskiej na ogół zwaną puszką Pandory), którą Epimeteusz i Pandora z ciekawości otworzyli. Znajdowały się w niej wszelkie nieszczęścia, które rozeszły się na cały świat. Na dnie beczki była jednak, zgodnie z wolą Zeusa, nadzieja.

Według innej wersji mitu to Pandora ją otworzyła z ciekawości, gdy Epimeteusza nie było w domu; nieszczęścia uleciały, nadzieja zaś została uwięziona, gdyż Pandora zatrzasnęła wieko.

Trzecia wersja podaje, iż beczka (dar dla Epimeteusza od Zeusa) zawierała wszelkiego rodzaju dobro; Pandora, niebacznie otwarłszy wieko, pozwoliła by zawartość – uleciawszy – powróciła do siedziby bogów; ludziom pozostała tylko nadzieja…

Oj-je-ju, co tu jest skompilowanym!

Zacznę od imienia “Epimeteusza” – z gr. ten, który spogląda wstecz = tradycjonalista = dziada, pradziada szanujący! Brat Prometeusza i Atlasa (tego od wydźwignięcia Atlantydy jako wyspy)…

“…to pierwsza kobieta na Ziemi, którą Zeus zesłał jako karę dla ludzi za to, że Prometeusz wykradł bogom ogień z Olimpu…” – jawna sprzeczność z Biblią! Pierwsza kobieta miała być Ziemianką! Jestem na rozstaju… Czemu/komu wierzyć bardziej? Mitom greckim czy Staremu Testamentowi? Rozważmy pozabiblijne, midraszowe zapiski: Adam miał przed Ewą Lilit(h)… Czyli ludzkość rozwijała się “za niej” normalnie, wśród swoich – tzw. liliputów czyli leśnych ludzi (dzisiejszych średnich rozmiarów ludzkich, którzy byli małymi w stosunku do olbrzymów)…

Braterstwo Epimeteusza z Atlasem wskazuje na czas powiększenia się wyspy Atlantydy, czyli zalążka tamtejszej cywilizacji… Przy czym ten pierwszy był władcą naziemnym! Prometeusz więc też! Jak mu udało się wykraść ogień z Olimpu? Musiały zachodzić związki pomiędzycywilizacyjne (czy nie przypomina to biblijnej egzystencji żydów w Egipcie?)! Ale, że Atlantyda dopiero co się tworzyła, mniemam, iż tą wcześniejszą, mądrzejszą cywilizacją była Hiperborea! Mieszkańcy tej ostatniej różnili się wyglądem od innych (byli bardziej rosłymi), posiadali kolonie. W nich to przebywali najemnicy, więźniowie, robotnicy, wcześniejsi buntownicy… Taką kolonią, według moich przypuszczeń z poprzednich artykułów na moim blogu, była NIEŃCJA (płn. Ural, płw. Kola czy Tajmyr [od “niańczyć” = opiekować się kim] – stąd potem nazwa ‘Niemcy‘ czy ‘jeńcy’, język nieniecki, w sąsiedztwie Sarmacji Europejskiej (patrz: stare mapy). Było to terytorium niebezpieczne. Otóż olimpijscy bogowie podsunęli sarmackiemu władcy Epimeteuszowi (Mateusz⇐Matyja⇐Maciej zwany Starym?) następną żonę (wielożeństwo było na porządku dziennym), konkubinę, kochankę, niewolnicę, wytwór genetyczny czy jakkolwiek ją zwąc, “świeże mięsko” (o dziwo przypomina to dokładnie wydanie za mąż siostry Juliusza Cezara, Julii, za naszego króla – czytaj: “Poczet Królów Lechii” Pana J.Bieszka!). Tą biblijną Ewą, a właściwie Adamą (czytaj: mój wcześniejszy artykuł o grzechu pierworodnym) została przez Greków nie od parady zwana Pandorą: “Pan-” okrągły, zamknięty obwodem (jak labirynt w Knossos na Krecie), “-dora” w strsłow. = więzienie, loch (dorka – cela). Tę kolonię zwałbym dziś śmiało “obozem” w kształcie zamkniętej enklawy. Olimpijskim udało się doprowadzić do małżeństwa z ich posłanniczką po wygnaniu przez władcę pierwszej żony Lilit (Łady?), którzy w wianie wnieśli tereny obozu. Określenie dla niego też jest adekwatnym… “gliniana beczka” (a z czego bardzo dawno temu robiono lepianki (baraki) jak nie z gliny!?). Tak mi się zdaje, że otwarcie przysłowiowej “puszki” znaczyło uwolnienie przez Pandorę Nieńców, co przyniosło/-osi samo zło w dzisiejszym świecie…(sic!). Do dziś więzienie określa się mianem “puszki”, a imię pierwszego człowieka na świecie (wg Tory/Starego Testamentu) niektórzy tłumaczą jako ulepionego z gliny (“wyszedł” z gliny – urodził się w obozie? [sic!]).

Przypatrzmy się jeszcze słowu “pondiweni” (inaczej pondipary) – strój pań jeszcze do 17ego wieku (wg A.Brücknera). Wśród wyliczenia składowych takiegoż znajdujemy ‘pondiwenis’ i ‘ponderat’ – “głowy fantazie” tj. fryzury i kolor z fr. ponso – czyli dzis. pąsowy, niby z łaciny “penicillus” o ‘maku czerwonym’… To ciekawe, bo obecna nazwa maku polnego w łac. to Papaver rhoeas z rodz. makowatych Papaveraceae Juss. Maki wykształcają też formę drzewiastą Bocconia i Dendromecon do 6ciu metrów. Same maki polne występowały na naszych ziemiach już w noelicie (dla Europy płd.-wschodniej to naukowy czas ok. 7 tys. lat p.n.e). Bocconia frutescens używana jest jako lek przeciwrobaczy (czytaj: PANDROWIE, a wcz. “pa[-]nrowie” [stąd: mrowie] w mojej “Atlantydzie…”). Wyciągi z Bocconia arborea wykazują skuteczne działanie przeciw mikroorganizmom, stąd nazwa wymieniona przez A.Brücknera “penicillus” (skojarz z ‘penicyliną’). Nawiasem mówiąc sama nazwa arborea znaczy “drzewiasty”, ale skąd takie określenie? Otóż z naszego pra-: BOR, BÓR! Przeszło w łacińskie “borium”; łac. ar-(a) oznacza: ołtarz, schronienie, obrona… Powiedziałbym OSTOJA!!! Arbor to ‘drzewo’ (twarde, z ochroną własną w formie łyka i kory). A teraz spójrzmy na nazwę krainy powiązanej z naszymi też terenami dawniej: Hyperborea… Tłumaczyć sobie można na “chroniący, rozległy, drzewiasty gąszcz” albo “teren wielkich drzew”! Potem uzyskała status Północy. Ponieważ uważam, że nasz prajęzyk był starszym od łacińskiego i greckiego, twierdzę, iż z jego rdzenia “pen-” (pień) wzięło się owo łac. penicillus. Także łac. panacea i gr. panákeia (lek na wszystko) są od naszego “pnia” (w moim pojęciu nie na wszelkie choroby, a na wszystko co pasożytnicze – zmorę tamtych czasów), lekarstwo bezskutecznie poszukiwane przez alchemików, bowiem drzewiastych maków (i innego dziś “przyziemnego” zielska) w średniowiecznej Europie już nie było. Ci, którzy nieśli wiedzę o drzewach i innych roślinach, też lekarską, (czytaj: Lęchowie, a może i Lękowie/LEKOWIE) zostali zwani PANami! Na koniec tej części artykułu przysłowie do rozszyfrowania “Strachy na Lachy!“. Coś mi nie dawało spokoju użycie tego powiedzenia w ustach innych, nawet naszych dzisiejszych, w sensie, że Straszyć to możesz Polaków, oni się będą bać!, bo jesteśmy bitnym narodem! Podana nazwa nas “Lachy” wskazuje na teren pochodzenia owego – Ruś (Lachi). I albo zwrot “Strachy to, na Lachy!” miał rozumienie w znaczeniu Takie to strachy, jak na Lachy! (nic niedające) albo tenże zwrot w oryginale brzmiał “Strachy to na Lechy/Leki!” = Lecz się ze strachu od Polaków!

Ze względu na ścisłe powiązanie wyrazów “Pana” i “Boga” dzięki Biblii (!), w drugiej części artykułu zajmę się tym drugim, które jest jednym z najstarszych słów dźwiękonaśladowczych. Powiecie: zwariował facet! No, jeszcze nie, choć to co odkrywam (mam nadzieję) może prowadzić do pewnego rodzaju szaleństwa obsesyjnego, ale posłuchajcie (tj. przeczytajcie)…

Wczujcie się w dźwięk łupania kamiennym toporkiem w drzewo w celu jego ścięcia. Słyszymy “puk“. Drzewo do dziś jest bardzo praktycznym i użytecznym materiałem, a wtedy rozpowszechnionym na terenach prasłowiańskich/lęczych jak cedr na terenie dzisiejszego Libanu, który istnieje do dziś na jego fladze. Ponieważ dąb był drzewem na tyle świętym, nietykalnym u Słowian, że nie śmiano nawet wymawiać jego nazwy, najczęściej ścinanym był pewien powszechny gatunek uniwersalny. Zasługiwał na wyróżnienie. Powstało określenie “buk” (wg A.Brücknera tak określano ogólnie drzewo, a po wyodrębnieniu tegoż gatunku, funkcję tę przejął “grab”). Tam, gdzie rosło go najwięcej, akurat przypuszczam, że w dorzeczu dużej rzeki, powinno być w jakimś sensie zaznaczonym, by stało się jasnym dla odbiorców skąd najlepszego gatunku drewno pochodzi. Powstała nazwa rzeki – Bug. Jeśli tak było, to dowiodłoby, że Polacy byli na tych terenach bardzo, bardzo dawno temu przyjmując MINIMALNĄ GRANICĘ CZASOWĄ na 10,5 tys. lat p.n.e., gdy ustąpił lądolód i tereny te dosłownie “zalesiły się” dając nam schronienie przed najazdami! Stąd nasze prasłowo “drzewiej” czyli dawniej. Na wtedy określam powstanie pierwszych lęczych ksiąg pisanych (o wiele wcześniej niż inne starożytne pisma). Były one pierwotnie tworzonymi z okrągłych desek bukowych – po prostu pociętych i oszlifowanych plastrów pni złączonych tematycznie rzemieniami. Należało je jakoś odświętnie nazwać, bo nosiły w sobie wiedzę niezwykłą. Jednocześnie musiały się kojarzyć i z materiałem i z miejscem surowca. Tak powstało określenie księgi – “bog, bóg” (z gołoboża [zauważmy pisane nie przez “rz”, co wskazywałoby na ogólne źródło “bór”, ani “gołobocze”]), co jeszcze wcześniej znaczyło i “szczęście, pomyślność”; ind. bhagas – bhadżati = udziela, stąd “udzielca” (A.Brückner), skojarz: “udzielać rad” – z jej świętej wersji: “Bog, Bóg“. Od naszego buka pozostały echa w językach obcych, które przejęły pojęcie od nas: ros. bukwa (litera, ale kniga – “książka” już później), niem. Buch, ang. book (czytaj: buk), szw., duń., norw. bok (bog = błotnistość [naszej kolebki?]), nid. boek, jid. בוך (czytaj: bukh)… Co ciekawe po hebrajsku książka to m.in. סָפַר (safár) lub סִפֵּר (sipér), a po arabsku صفر w wym. sʼa’far, sʼifr’ to “zero” (okrągłe jak plaster [strona] pnia!), a od niej ponoć wzięła się dzisiejsza “cyfra”, która w strpol. znaczyła ornament, ozdobę, wzór, deseń (nie od “deski” przypadkiem?). No, i jest jeszcze powiedzenie “Przeczytać książkę od deski do deski” i wielu powie, że tak, bo z desek robiono okładki, ale jeśli i same strony, to może przybrać znaczenie “stronę po stronie; od desenia do desenia“…

Spójrzmy na jeszcze inne słowa polskie z udziałem buka, boga, Boga:

  • beż(!) – od koloru stron ksiąg, a stąd i bażant (ptak brązowawy) i… bigos od tejże barwy po ugotowaniu;
  • bukał (czara, puchar) – od buka, z którego pierwotnie wyrabiano naczynia;
  • niebożęta – dzieci jeszcze głupie, nie znające Ksiąg;
  • bezbożnik – postępujący wbrew prawu, niesłuchający się wedy z Ksiąg;
  • nieboszczyk (wcześniej: niebożczyk) – ten, który Ksiąg już nie wysłucha, przeczyta;
  • nieborak (wcześniej: niebożak) – nie znający wedy z ksiąg;
  • zbożebogactwo (z boże – z Ksiąg);
  • bohater, bohatyr – dzielny, bogaty w wiedzę z Ksiąg;
  • boginiak – odmieniec (ogólnie);
  • Bogwola – Zofia (dziś pogrecka sophia – mądrość);
  • bogać tam! – bynajmniej! (czytaj: trzeba zajrzeć do Ksiąg);
  • bogaty (dzis. księgowy?), ubogi (stojący przed Księgą);
  • bukat, byk – którego skórą oblekano bukowe bogi;
  • azbuka – abecadło;
  • pąg(wica) – okrągły plaster;
  • bukowski jezik (ze słoweńskiego, gdzie książka to knjiga) – język książkowy(!);
  • bug (z małej litery) – pierścień, zgięcie (grzbiet książki?).

Bog (/BogiKsięga/i) była pełną tajemnicy, wiedzy, rad. Tak samo jak i “bor, bór” – święte skupisko drzew, podstawy przetrwania natury, z wiodącym w wierze symbolem florystycznym – dębem i faunicznym – sową. Zdałem sobie sprawę, iż słowo “Bóg” w Torze i Starym Testamencie posiada dwojakie znaczenie: dotyczy samej Istoty Boskiej, ale i Świętej Księgi Lęchów (Jarego Kna Ogów, a raczej Jarych Knów Ogów), która stanowiła prawzór dla… (cyt. z Wikipedii) “Tora (hebrתורה – wskazówka, pouczenie, wtórnie prawo)…”! Dlatego raz wspomniany jest pojedynczy El (jako Istota lub Księga z Ksiąg – Kien, z rodz.m.), gdzie indziej wielu Elohim (nie jako Istot a Ksiąg, Knów, z rodz.m.)! Wystarczy czytać Stary Testament z takim rozgraniczeniem, a w wielu sytuacjach możemy dowiedzieć się o czym stanowiły lęcze, najstarsze pisma wedne, do których żydzi wkomponowali “swoje”, dotyczące wymyślonego przez nich bóstwa Jhwh (w innym artykule piszę o naszym Jamie), a chrześcijanie powielili i przekładając na łaciński też wnieśli “swoje”. Trzeba przyjąć, że z lęczego przetłumaczono Kny na strhebrajski, po części straramejski, by stworzyć Torę, a potem z łac. Starego Testamentu na polski… Dzisiejsza ilość tłumaczeń Biblii i ich różnorodność pokazuje ile i jakich machinacji można było i można wciąż dokonywać tłumacząc się zmiennością (tu) nowoczesnego języka polskiego!

Stary Testament zawiera mieszaninę pojęcia “Bóg”. Raz ten wyraz należy tłumaczyć jako Stwórca (Uczynnik) lub Udzielca (wiedy), innym razem jako Święta(-e) Księga(-i) Wiedzy! Przykładem może być “…I rzekł Bóg…” = “Tak wynika z Ksiąg”…

Weźmy słowo “busola”. Niby naleciałość w języku polskim, ale… Gdyby rozłączyć je na “bu-sola”, stwarza się możliwość domniemania, że pochodzi z dwóch wyrazów: BOG/BÓG i SLON-A/SŁON-A tj. z pralęchickiego na polszczyznę “Księga Słońca” czyli “Zbiór Wiedzy O Astronomii”, do której zaliczono wyznaczanie stron świata…, a przyrządem do tego mogła być “tarcza niebiańska” (dzięki Zalwitowi) wspomniana przeze mnie w “Atlantydzie…”. Tarcza to kiedyś “szczyt”, co potwierdziłby wiele tysięcy lat temu Scyt (czytaj: Prapolak), który go/ją wymyślił, używał i był z tego znanym i od tego nazwanym! Ale o tym w następnym moim artykule: “Nasza róża wiatrów – szypczyna“.

Advertisements