Co to “Pan”, co to “Bóg”…

Rzeczownik tytularny “Pan” – A.Brückner podaje, że  wywiódł się z “żupana” – długiej, męskiej sukni noszonej pod kontuszem, opasywanej wełnianym pasem (od arabskiego dżubbah – suknia spodnia) na skutek skracania tytularnego “żpan” u ujarzmionych Słowian i przejętego w takiej formie przez Węgrów (od tego “ispan”, którego zawlekli na Półwysep Iberyjski!), potem od “szpana” do “chpana”, aż wreszcie do “pana”. Strasznie to dla mnie mętnym! Czy tylko Polacy nosili żupany? Nie! Co to było więc za wyróżnienie ich spośród innych plemion? Żadne! Kiedyś kopalnie soli zwane były “żupami“, a zarządcy nimi – żupnikami. Potem przeszło to na określenie monopolu książęcego wspominanego w kronikach jako “opłaty sądowe i inne”. Następnie określenie “żupca” trafiło nawet do karczmarstwa i kupiectwa. Tylko, że te dziedziny były opanowane przede wszystkim przez żydów i nijak by się miało do tytułu… Sięgnąłem myślami głębiej jeszcze przed “hurtowe” kopalnie soli.

To, do czego doszedłem drogą wertowania mądrej kny (kiedyś był u Prasłowian „Kniąc/Kniądz”, a”ksiądz” to już przeróbka łacińska, kiedy zaistniała w naszym alfabecie modna litera „X”) „Etymologia…” A Brücknera, jest właściwie „tabloidalną” sensacją. Obiecałem w mojej „Atlantydzie…”, że z tym „Panem” (zaistniałym w panteonie mitów greckich BOGIEM) to jeszcze pogadam…

Wszystko wzięło się od… konopii 😉 (ja tego nie jaram!). Otóż przedstawiam trzy definicje:
1/ PIEŃ – pniak, zbior. pniewie, zdr. pniek. PRASŁOWIAŃSKIE. Serb. „pań”, czes. „peń”;
2/ PIENKA lub „pieńka” (konopie[ń] dawniej), ale i od tego pięknie śpiewający ptak – zięba, a czasami i szczygieł, które gnieździły się w konopiach, tj. „piąnka” (potem stąd „piosnka”), w ind.-ir. „bang” (bezdźwięcznie wymawiany „pank”- śpiewny 🙂 np. nazwa stolicy BANGKOK /pankkok/ przypomnij sobie nazwę stolicy „Pankkot” w „Indiana Jones i świątynia zagłady” 😉 /- śpiewające, muzykalne miasto [rzeczywiście takim jest], dawniej KRUNG Thep – przyp.aut.); „pienka” to nasze prasłowo;
3/ PIĄĆ (SIĘ) – (w)spinać (się) [dzis. rosnąć] od pnia „pen-” Z LĘCZĄ WOKALIZĄ (wymową) „o”: „pon-” (np. „zapona” tj. naszyjnik, która poszła u Słoweń. w „zapinkę, haftkę, sprzączkę, guzik w kształcie kołka). Istniało też inne znaczenie „piąć” – „pnieć” to też „wisieć” (dzis. wieszać, ważyć [stąd: PENSJA, którą odważano!]).

Pon (“po on” – po ścięciu, nieżyjący) określał pień jako już martwy drąg. Lęchowie określili fachowca, jako “pan”, tego, który dobierał idealnie równe drzewo nadające się do wagi, ścinał go, okorowywał odpowiednio, by uzyskać z niej szalę na towar i dźwigar z plastra pnia, mocował pniak poziomo, przewieszał odpowiednio linę (sznur), wreszcie odważał daninę, należności i komasował je dla władcy. Mógł mieć pomocnika, najniżej szlachetkę-pazia, “panoszę”. Był to samodzielny zawód taki, jak np. katostwo, ale stanowiskowo wywyższony. Po urzędniczej procedurze, by wykorzystać surowiec do cna, bednarz dostawał okrągłą, drewnianą szalę od ważnika i używał jej jako wzór do formowania, wyklepywania blasek, dzis. blaszek, blach do pieczenia (od pierw. „blask, blaszczyć” – razić, tu: od gorąca). Były to panwie. Stąd niem. Pfanne – >Bratpfanne > skąd wróciło do nas jako “brot-/brytwana”, a do Anglików nasza “panew” poszła w “pan” – patelnia, do Hiszpanów w “pan, panecillo” – okrągły (charakterystyczny dla Słowian) chleb, bułka.

“Panem/Panią” tytułowano też w rodzinach szanowanych, najstarszych członków (dziadka, babkę, wuja itd., ale i matkę – “Pani matko…”) nawiązując do pnia rodowego drzewa (stąd też “drzewiejszy” – o wiele starszy).

Patrzę na hasło “konopie” do Wikipedii i: konopie siewne, dziś nawet i 3,5metrowe (a strach pomyśleć jakie były za czasów skrzypów drzewiastych) – w Górach Ałtaj (sic!) i Tienszan; konopie dzikie u nas w miarę powszechne, rosną na rumowiskach (budowli przede wszystkim), dlatego winno się tam kopać za artefaktami, ale nam zabroniono i tępi się wszelkie ich skupiska.

Rozdzieliłem konopie na “konopie (czyżby opium?). “Kon-” nasze (!), potem i “kom-“, poszło w łac. “cum” (z) i stamtąd do innych języków.

Kon-” występuje w pralęczych słowach takich, jak: kon-wój – z wojami tj. obstawą, kon-fekt (“sporządzenie” [lekarstwa], ale tylko w zielarstwie), kon-dukt (orszak przy ostatniej drodze do stosu ciałopalnego), kon-tynent (z brzegiem, granicą, obwałowaniem czyli “tyńcem”), kon-stytucja (z , dzięki wizerunkowi nadzorującego (np. przysięgę) przodka/bóstwa-świadka w formie rzeźbionego, pionowego pnia, drąga, koła – “postaci” (dzis. rodu!), czyli “konstać” i in. Dodam, że “kon-sum-ent” znaczyło kiedyś “suchy”, niejednokrotnie chory na suchoty, czyli gruźlicę (czytaj: “sumnice” – poziomki, czyli chylące owoce ku ziemi; tu: umierający człowiek).

Co ciekawe “koniec” (wpierw “końc“) wziął się od pierwotnego “koń“, co znaczyło “początek” (czyżby start od chwili udomowienia tego zwierzęcia przez drzewiejszych?)!!! Zniemczona, skarykaturyzowana nazwa naszego, zachodniego plemienia “Drzewianie” nie poszła od mnogości drzew w ich mateczniku, bo to żaden wyróżnik, a od “Drzewiejszych” czyli “Starych, Pra-” w pojęciu rodowym.

I na koniec: przywołuję nazwę “kory” (dzis. z niem. szalka od Schale) z pnia ger. “skel-” – łupać (łupina = kora)… STĄD GERMAŃSKA NAZWA PRALECHITÓW: SKELCI/SKELTOWIE!!! TO OZNACZA, ŻE CELTOWIETEŻ SŁOWIANIE!!! Cechą Lęchów była odwaga, ale kiedyś w zupełnie innym znaczeniu: od “ważenia” danin, podatków biorąc pod uwagę Imperium Lęchów i mnogość podległych im wasali – bardzo rozpowszechnione i jednoznaczne o kogo chodzi.

PAN, poborca skarbowy, BYŁ KIMŚ!

Dlatego tak znienawidzonym od pewnego czasu…

O “Bogu” dopiszę później…

 

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s