Moje dwa niezwykłe sny.

Poniżej przedstawiam opis jakiego dokonałem na http://www.tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com w temacie “Hyperborea”:

Przed pomyśleniem o temacie Atlantydy (jakieś 7 miesięcy temu) przyśniły mi się dwa sny w odstępie 3,4 dni. Pierwszy był krótkim. Szedłem ulicą jakby dziewiętnastowieczną. Pamiętam przechodzących ludzi tak ubranych, przejechała nawet dorożka. Zbliżyłem się do gmachu z kolumnami u wejścia. Ten budynek sprawiał wrażenie małego pałacu. Wszedłem do niego. Był pustym na parterze. Udałem się na pierwsze piętro zakręcającymi schodami. Tam podszedłem do jednych z drzwi. Nie zapukałem, choć w normalnym życiu robię to zawsze. Chwyciłem za klamkę i wszedłem. W pokoju było dwóch mężczyzn tak samo wyglądających co do ubioru, warunków fizycznych i wyglądu twarzy. Powiedziałbym, że pełni bliźniacy. Obaj z lekkimi brzuszkami, w spodniach chyba dżinsowych i na szelkach. Mieli białe koszule z podwiniętymi rękawami i krótkie brody. Spojrzeli na mnie, coś między sobą komentowali cichaczem i jeden wyszedł. Po chwili wrócił z towarzyszącym trzecim. Ten miał taką samą twarz jak pozostali, ale był ubranym w szary garnitur. Ten „szef” (chyba) obszedł mnie lustrując od stóp do głów, po czym powiedział: „Nadaje się pan. Proszę jutro zgłosić się do nas do pracy!” Uścisnęli mi dłoń, po czym sam uradowany wyszedłem z pokoju i wybiegłem na ulicę w podskokach wracając do… (właśnie gdzie to nie wiem, bo sen się skończył). Zdziwiłem się na jawie, że byłem we śnie w sprawie pracy, bo miałem i mam tę samą, stałą i jestem z niej zadowolonym. Potem nastąpił zakup miśka, o którym wspominam w „Atlantydzie”. Krótko po przyśniło mi się znów. Ale to dłuższa opowieść i muszę znaleźć swoje zapiski, by niczego nie pominąć. Powiem teraz jednym zdaniem, że zostałem przeniesionym do wewnątrz… kartki papieru w kratkę, gdzie pokazywano mi system reinkarnacji ludzi…

[jeden z komentarzy: nie wiem co bierzesz ale ja chce to samo -_-]

Drugi sen. Ale chyba muszę go podzielić na fragmenty, żeby nie zanudzić „litanią”. Część I. Zasnąłem. Wpierw sparafrazowało mi się w umyśle „Z kurzu powstałeś, w kurz się obrócisz”. Potem ujrzałem gołą ścianę pokoju będącą repliką kartki papieru z zeszytu w kratkę. Na tej ścianie pojawiła się niby półka na książki też z takiej kartki, a na niej książka też w formie skratkowanej strony. Wszystko dookoła było białym, prócz kratek. Na wysokości półki zawieszona była czarna, dobrze widoczna drobinka kurzu. Ściana przejawiła mi się jako świat dwuwymiarowy, półka też, ale oddzielny. Odniosłem wrażenie, że oba są nieskończenie cienkie. Książka również. W tę drobinkę kurzu zostałem wessany i wewnątrz niej znalazłem się jakby rodzaju tuneliku, pełnym różnych pastelowych barw. Migotały one jak neony, ale nie jarząco – przytulnie. Czułem się jakbym był w jelicie. Zacząłem płynąć w powietrzu jakbym nurkował pod wodą ruszając rękoma. Jednocześnie zadałem pytania „Jak to jest możliwym? Gdzie ja jestem? „. Odczytałem w myślach odpowiedź: Na styku dwóch światów dwuwymiarowych. One są w stosunku do siebie albo równoległe, które nie są stycznymi ze sobą, albo prostopadłe, które są styczne ze sobą, lub nie, jeśli dążą nieskończenie do styczności wobec siebie. Są i ukośne, ale niech cię nie interesują. Wyobraź sobie dwa koła-zbiory, które się stykają. Powstaje świat trójwymiarowy. Zaraz! – zaoponowałem – przecież powinny być zachowane cztery, a nie trzy wymiary?! Tu ważnym jest równanie 2+2=3. Styk między nimi nie należy do żadnego z tych światów, a jest skolapsowanym osamotnionym nibywymiarem, a jest to stan przedwymiarowy, który otacza utworzony świat trójwymiarowy, jak każdy inny taki świat np. układ gwiazdowy. W tym stanie krąży też czastka lśnienia. „Galaktyka” to wytwór wyobraźni człowieka tak, jak „gwiazdozbiór” na niebie. Dopłynąłem do obszerniejszej przecznicy, ale takiej samej kolorystycznie. „To jest główna arteria.” – usłyszałem – „Tobie zdaje się, że jest prosta, ale biegnie w formie rozciągniętej spirali zamykając obwód w kształcie koła.” Uff, na dzisiaj wystarczy, cdn.

Dot. moich snów. Do tej pory pisałem z pamięci, ale znalazłem zapiski. Jeszcze tylko odpowiedź Panu gmozabija: NIGDY NICZEGO NIE BRAŁEM, ANI NIE KOPCIŁEM. Udało nam się (z Żoną) ochronić nasze dzieci przed tym i uważamy to za olbrzymi sukces! NIGDY COŚ PODOBNEGO MI SIĘ NIE ŚNIŁO ANI WCZEŚNIEJ, ANI POTEM! Palę papierosy i czasami alkohol, ale w małych ilościach, bo już jestem starym. Natomiast właśnie się zastanawiam czy nie odurzyło mnie GMO… >_-
Tu muszę jeszcze uzupełnić pierwszy sen: Pokój, w którym ujrzałem „bliźniaków” był, jak to zanotowałem, w stylu ludwikowskim… „Kierownik” był bardziej wygolonym na głowie… W trakcie szeptania (chyba na mój temat) pochylili się nad stołem, na którym były rozłożone jakby plakaty (reklamowe, marketingowe) przedstawiające niebieską głębię nieba. Tak pomyślałem, że nieba, ale gwiazd na nim nie widziałem. I to nie „kierownik” powiedział mi o zatrudnieniu, widziałem jedynie jego pozytywne kiwnięcie głową. On z bliźniakami wyszli, a pojawili się dwaj nowi, tak samo ubrani jak inni, z krótko ogolonym zarostem, ale wyżsi ode mnie. Jeden z nich ściskając mi dłoń powiedział „No więc, do jutra!”… Będąc na parterze szukałem wyjścia i nacisnąłem klamkę pewnych drzwi (w przedwojennym stylu) i uchyliłem je. Wewnątrz kilka osób obojga płci. kilka z nich poprawiała makijaż przed lustrem. Do jednej z kobiet pochwaliłem się swoim sukcesem. twarzy jej nie widziałem nigdy przedtem, ale odniosłem wrażenie, że jest jakby moją dobrą znajomą. Stwierdziła, że teraz powinienem wziąć swój indentyfikator (choć go nie miałem) i użyć go do automatu. „Ciekawe, co on na to?” wyrzekła. Powiedziałem, że nie wiem gdzie on się znajduje i by mnie pokierowali. Wszyscy zdziwieni tylko popatrzyli na mnie… Znalazłem się na zewnątrz gmachu. Był późny wieczór. Wsród ludzi przechodzących ulica zauważyłem znaną mi twarz bardzo „pączuszkowatej” pani, której nie rozpoznałem. Pochwaliłem się pracą. niczego od niej nie usłyszałem i tylko przytuliliśmy się policzkami na pożegnanie. Zaraz po tym spotkałem drugą znajomą-nieznajomą o bardzo garbatym (jakby złamanym) nosie. też się jej pochwaliłem. Spotkałem się tylko z jej zimnym spojrzeniem i takim samym jej towarzyszącego meżczyzny, który nagle się wyłonił. I wtedy sie obudziłem. Przepraszam za „połebkowość” pierwszej wersji, ale pamięć mam już zawodną. Dobrze, że to spisałem na kartce. Część II drugiego snu – jutro.

Nie wiem dlaczego, ale nie mogę opublikować drugiego snu cz. II, ani nie mogę znaleźć Twojego, Drogi Tawie, „Oświadczenia Administratora…”? Na wszelki wypadek Dokończenie próbuję wysłać poniżej:

Sen drugi, cz II. “Tu czas nie istnieje, a nurt cząstek bieży w jednym kierunku, kierunku tworzenia życia. Zewnętrzne obłoki zbiorowych układów duchowych, takich, jak np. Układ Słoneczny, mają bezpośredni kontakt ze ściankami aorty. Po prostu spójrz na to, jakby obłoki były lejkami stykającymi się z aortą. Te cząstki, które się w niej znajdują mogą być pojedyncze (wtedy są to bliźniaki tych cząstek, które znajdują się w obłokach) lub dwoinkami (ale nie są podwójnymi a zespoloną jednością) i powstają wtedy, gdy obłokowi bracia lub siostry, płeć tu nie nic do rzeczy, wracają do aorty. Gdy taki brat wniknie do niej, może złączyć się z bliźniakiem, to oznacza śmierć fizyczną powłoki, czyli ciała, albo napotkać obcego natychmiast, jakby u wejścia lejku i wrócić do obłoku. Powstaje tam wtedy nowe życie. Tych drobinek w aorcie jest nieskończenie wiele. Podążając nurtem zataczają koło i, jakby ci tu rozjaśnić, trafiają na pętlę czasową, choć czas tu nie istnieje. Cząstki są w jednym miejscu, ale i wszędzie zarazem. Stąd przypadki wcieleń.”
“No, dobrze, ale to są tylko wcielenia z przeszłości” powiedziałem i usłyszałem odpowiedź “Nie tylko, w odwrotnym kierunku też są możliwe. Gdy się obudzisz, poszukaj”. Rozglądając się żadnych cząstek nie widziałem, ale je czułem w pobliżu. Lewa ścianka aorty była bardzo wyraźna w kolorach, prawa jakby za delikatną mgiełką. I naraz znalazłem się w miejscu, z którego wniknąłem. Kurz odesłał mnie do łóżka. Obudziłem się, złapałem za kartkę, długopis i spisałem, co mi dano wiedzieć. Po czasie przypomniałem sobie, że mam czegoś poszukać. I znalazłem! Np. Nostradamus, Leonardo da Vinci, Jules Verne…

Rzecz dodatkowa, opublikowana na facebook’u, która zmieniła “jutro” wyżej wspomniane na “pojutrze”. Otóż, po wrzuceniu “Atlantydy…” w sobotę, w Dzień Nauczyciela, w środę wracając z miasta znalazłem przed wejściem do “chaty” część samochodową, która mnie zdziwiła, bo w tym naszym ślepym zaułku nie było żadnej stłuczki (ja nie pamiętam)! Zrobiłem zdjęcia.

Może jestem przewrażliwionym, ale odczytałem to jako “Do diabła – w lewo” czyli do mnie… Ciekawym kto z domowników wyciął mi taki numer (no, bo kto inny?). Ale żyjemy w zgodzie i nie nazywamy siebie nawzajem szatanami czy coś w tym rodzaju. Nie widzę u nich powodu.

A biorąc pod uwagę, że zaraz po snach nastąpił najgorszy okres 4ch miesięcy w moim życiu, jakbym się stał osaczonym: i ze strony zdrowotnej, i finansowej, podatkowej, rodzinnej (nie będę się wdawać w szczegóły), zmuszenie do zmiany adresu, przykrości w pracy (wszystko zaczęło się w tym samym, ówczesnym tygodniu), śmiem twierdzić, że “prezent” nie jest sprawą przypadkową…

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s