Język prastaropolski był językiem praczłowieka!

Spróbuję uświadomić innych tak, by spojrzeli na naszą historię z pozycji różnej niż dotychczas nam wpajano. To wszystko takie proste! Przy okazji okazuje się, że język prastaroPOLSKI był jednym z PIERWSZYCH języków na świecie, bowiem jest najwierniejszym odbiciem fali dźwiękowej z ust w zwierciadle historii człowieka. Zawdzięczamy to części patriotów-przodków z Arimitów, Sarmatów, Słowian/SOWIAN/Suowian/Wandalów, Lachitów, Lechitów, Polaków i wreszcie Polachitów/Polechitów/Polachów/Polechów (tym Paliaczkom, Polnisze Szwainen, Odszczepieńcom, Heretykom, Schizmatykom, Gnostykom i Teistom Zanatemizowanym). Cześć Ich pamięci!
ZAWSZE naszemu krajowi zarzucano zbytnią tolerancję, dlatego nas tępiono!
Przyjrzyjmy się naszemu odbiciu w prapraspokojnej, acz magicznej tafli stawu czy jeziora. Z Ewangelii św. Jana (Nowy Testament):

1 Na początku było Słowo
a Słowo było u Boga,
i Bogiem było Słowo.

2 Ono było na początku u Boga.

3 Wszystko przez Nie się stało,
a bez Niego nic się nie stało,
co się stało.

4 [Jan od Krzyża] W Nim było życie.
a życie było światłością ludzi,

5 [JK] a światłość w ciemności świeci
i ciemność jej nie ogarnęła.

6 Pojawił się człowiek posłany przez Boga –
Jan mu było na imię

Noworodek zaraz po przyjściu na świat wrzeszcząc i zanosząc się  szlochem wypowiada bezwiednie pierwsze słowo człowiecze: “jaaaaa, jaaaaa”, co zauważy mądry i wrażliwy rodzic, przede wszystkim praczłowiek, który je przyjął jako określenie siebie. Niemowlę nie krzyczy aj (ang.”I”), że (fr. “Je”), jo (hiszp./wł. “Yo’), (niem. “Ich” [jeśli brać pod uwagę, że dźwięk bobasa “ja” znaczy z niemiecka “tak”, wywodu nie da się przeprowadzić], ale WSZYSTKIE mają “j” lub “i“)! Mogłoby być po rosyjsku “ja“, ale jak później wykażę – też odpada, jak i inne języki słowiańskie! 
Podczas karmienia piersią matki dziecko wydaje pomruk zadowolenia “mmm” (stąd później określenie ssaka “Mammalia“).”Jammm” – tak utrwaliło się drugie słowo w głowie homo[…] “jamm“, czyli później “ja jem” (a z rosyjska odpadające “kuszat'”!), gdzie “e” zastąpiło “a“, by odróżnić imię Boga Żywiciela (“jam” na wzór i podobieństwo “JAM” – o czym dalej) od powszedniego określenia wykonywanej czynności. Samo “mam” (tj. sutek matki) – nie muszę tłumaczyć i “imać” w sensie “trzymać, mieć (ten sutek)“, “mniam“, co znaczy “samo smaczne” pozostało do DZIŚ jak i “mama“! A skąd się wziął “tata“? Jeżeli dziecko było niegrzecznym i krzyczało wtedy, gdy należało być cichym np. przy napadzie obcych, albo słyszało ojcowskie “tyt” (“cyt”) z palcem na ustach albo dostawało dwa lekkie klapsiki, i z tych dźwięków “pap, pap” wzięły się wyrazy:  “tata” i “papa“, a “pupa” stała się zakresem ingerencji ojca w chwilach zagrożenia, dlatego bobas wypowiada pierwsze słowo “mama”, a ponieważ dziś nie ma zagrożenia najściem w naszych mieszkaniach, dużo później “tata“. “Baba” wzięło się od dźwięku rzucania ciastem na chleb o blat “bach, bach, która to czynność była przypisaną seniorce (ciasto “baba”) . Senior wodził wnuki jak tata, tylko pokazywał wszystko dokładniej, i trzeba było odróżnić wycieczkę z ojcem od tej z dziadkiem. Powstało “dada” (ktoś od strony taty”) i “dać“, “dar“, bo dziecko od dziadka otrzymywało zawsze jakiś prezent (kamień, gałązkę, piórko na pamiątkę wyprawy) z natury.  “Daiść” {“dojść” z dziadkiem po jajka [-iść” –  o tym za chwilę]) było źródłem określenia “teść“, nie “deść”, który wziął się też z wodzenia, ale ze strony żony jako jej ojciec, a nie dziadek. Dalej: od “dada” – “kde” (gdzie -“gdzie dziś pójdziemy, dziadku?”, [ale i rosyjskie “ku-da?”]). “Kto?” ma zabarwienie ojcowskie jakby pytanie “Czyżby z tobą pójdę, tata?”. Stąd też  “gderanie” (czyli “opowieści dziadka”). Też, i później określenie “Tatarzy” od “taty”,   jako plemienia od tego samego ojca ale i w sensie “bić, tykać ciało”,. Od “cioch, ciach“, dźwięku witki odpędzającej owady, gdy nie było matki w pobliżu, wzięła się “ciocia“, podobnie jak od “fuj!” – “wuj“. Od “taty” wziął się “totem”  (kij pasterski ,przekazywany z ojca na syna),i bóstwo egipskie Tatenen (“ziemia, która wyłoniła się z wód”), uosobienie w Ptahu (ptaku, jaskółka, bocian [ węg. “bocianot kiwonok” – dzień dobry!]), który posiadał laskę (anoh – jałoch, kij na jałoszki, młode krowy, stąd giętki “jałowiec”, inaczej “ciałowiec”, bo “cielę”, zobaczcie film “Poszukiwacze zaginionej arki” Spielberg’a) składającą się z dwóch części – “uas” (głaz, kamień, jantar?)i “dżed” (dziad?) – podstawy, symbol – byk APIS (słóńce wśród rogów bawołu – widok każdego słowiańskiego oracza), a “Apos” (“epos”!) z mit. het. to potwór z Północy (pół roku nocy, pół roku dnia) czyli lądolód (ustępował lód, następował RÓD)!
Zaczęto interesować się samym naturalnym aktem przyjścia zwierzęcia na świat. “Pod ręką” były ptaki. Widząc rodzące się pisklę, nasunęło to na myśl, że i człowiek musi się w ten sposób objawiać. Jednocześnie część gniazd jest zakładana bezpośrednio na podłożu. A tam są smaczne, okrągłe kąski, w trakcie jedzenia których otwiera się usta w literę “O” (niejednokrotnie wydając pomruk zadowolenia). Tak powstało słowo “jamo” (czyli “to, co ze smakiem zjadam”), potem “jajo“! Gdy wybierało się jaja z naziemnego gniazda (najczęściej nad brzegiem morza), słyszeć się dało szelest poruszanych przez palce dłoni jego składników (gałązek, liści, piór) i od tego powstało słowo “szjamja“, inaczej sz(stąd)-jamja, (stąd mam jedzenie), poźniejsza “ziemia” ( u Rosjan “siemja” znaczy rodzina). Powstały bezokoliczniki “jeść” co znaczyło dosł. “spożywać jajka” i “iść” – dosł. “udawać się poszeleścić nawet do lasu, na drzewa, których towarzysząco szeleszczą liście.
Morze – karmiący przybytek (ryby, skorupiaki, glony, ptaki, jaja, foki, ciała martwych organizmów). W skalistych zatoczkach i przy wzburzeniu wydaje dziwne, niskobrzmiące pomruki uderzających o brzeg fal “mooorrrszoom“. Dzięki temu powstało słowo “morjam” (dosłownie “jem morze“), potem “morjem” i morie (tak jak i w rosyjskim), teraz morze. A samo “mor” pozostało na określenie wyrzucanego przez morze truchła, a następnie “smorty“, późniejszej “śmierci” i “mrzeć” (umierać), “marznąć” , “marzec” – czas kiedy puszczają lody i morze “rzecze” czyli szumi, pierwsze imię żeńskie “Maria“, potem “Marzena” (ale nie “Mażena”, która od “magi” pochodzi), później “Marzanna” itp.
Przy rozpalaniu ognia trąc gałązkę o drewno słychać dźwięk pocieranych o siebie dłoni “szszsz” i twardszy “rzrzrz” z powierzchni obu drewien (zapis “żżż” byłby za twardym). Określenie “jarzrzrz” oznaczyło czynność “rozpalam ognisko“. Stąd “jarzyć, lśnić”i to miało kapitalne znaczenie w opisaniu plemion, które pędziło żywot z dala od morza, w stepach, tundrze i tajdze – Jarmici/Jarimici/ARYMICI/ARYMOWIE (“ci, którzy palą ogień” lub wręcz “ci, którzy chwalą [czczą] ogień“) Poza tym “jarzmo” [m.in. niewola u nich], “jarzyny” – ziemniaki pieczone w ognisku, “jarząbek” – kurowaty ptak pieczony nad ogniem itd.).
Przy zacinaniu ryb łowionych na wędkę słychać było dźwięk żyłki jakim było jelito “styń, cwoń, ćwiń” i od tego najczęściej łapane stynki, a że były zawieszanymi przed domem, by je wysuszyć, dały początek “dzwonowi” (“Litwin” – łowiący stynki, ryby, “morświn” – morski zwierz [ssak], którego było pełno w naszych akwenach [ale nie “świnia” – ta od “świętego dzika”, który niacha, niucha ryjem!], łowiący stynki w morzu), stąd część ryby do dziś to”dzwonko. Ryby potrafią po złowieniu “chrąp” np. krąp, stąd  łódka na krąpie “krypa” i dla odróżnienia  od krąpia, karpia – “ryba” trochę inaczej ogólnie dla innych gatunków. Od tego też “kropka” i “kropla“- w znaczeniu “mała ryba”. “Ponieważ ryba po wyciągnięciu z wody “łyka” powietrze pokazując głoskę “O“, “ość” było to “pójść na ryby“, potem stanowiło określenie ostrej części szkieletu ryby, następnie “ostrze” i “strzała“, “strzec” – “stać ze strzałami na straży”. Z ostatniej chwili: jakby sama natura chciała mi pomóc! Jest poranek wigilijny’16. Smażę karpia i na patelni spod dzwonków ryby z głębszego tłuszczu pęcherzyki powietrza uciekając spod niej zaczęły wydawać dźwięki “ćwingujące”!
Aa!” – krzyk kobiety, której odeszły wody płodowe, dało pierwsze określenie w ogóle cieczy. To, co daje dziecko – płyn, “wada” (“dać z wody” pozostające u Rosjan), a u nas “woda”, która dawała ryby czyli “O“. Małe dzieci (np. moja córka) bardzo długo nie wymawiają “w”, zamiast tego wychodzi im “k/g-l”, a na początku samo “k/g” i wychodzi “K-/G-ODA, /  K-/G-LODA, aż wreszcie: WODA! Od tej kody – “gody” (po ros. “rok”, roczek, kiedy dziecię próbuje mówić),  tu i imię naszego króla KODANA (inaczej “Wodnika/Wodniaka), od klody “lód“, “chłód”, a i “glut” (pot. “szczeniak” [glut – też ciecz, z nosa]) oraz od “chłodu” -“głód“; “glista” (dżdżownica), która wychodzi po deszczu, wreszcie “gładź” – jako tafla powierzchni wody, bezpośrednio od “glada” – nasza Bogini “ŁADA“, “ogłada” i “okład“, “wgląd” (pierw. “zanurkowanie”), “wygląd” – “odbicie w wodzie”!.
Gdy ktoś podkładał ogień pod suche gałęzie, słychać było jego trzaSK. Określenie “jask” oznaczało “rozpalam ognisko“. Stąd potem “jaskra” (potem “iskra“), “jaska” miejsce, “dom“, w którym ognisko palono, “jaskinia“, inne miejsce do tego celu wykorzystywane “jaskiernia“, “jasiek” – kamień pod głowę do snu, “JASEŁKA” (zimowe), od “jaski” wzięła się “skała” (z czego była “zbudowana” grota , w której można było usłyszeć echo zawołania  np. “Aa” [od “groty” wziął się “grot” strzały, gdzie był robionym] lub pieczara [piec, gdzie pieczono mięso]), “jaszcz“w jaskini (od szczęku wieka), gdzie przechowywano jedzenie (złowioną jaszczurkę, szczukę, czyli szczupaka, leszcza, szczaw, szczypior), “szczur“, który dobierał się do skrzyni), wpierw “deszczułka” na wieko, potem “deska” i “deszcz“, od którego ta deska chroniła; “jaźń” – wewnętrzna osobowość człowieka, nad którą człowiek zastanawiał się, gdy miał czas spokoju (“w pieleszach” tj. w jasce przy “jasności” ogniska) . W innym jaszczu przechowywano szczapy, w następnym odzież ochronną czyli “płaszcze“. Dechę na “dach” wyrabia się przy dźwięku cięcia “dżdż“, który chroni przed “dźdźem” czyli deszczem.
Od jedzenia “pod dachem” czyli od “jamm” wzięło się określenie tego “dachu nad głową” – jama” czyli “tam, gdzie jem” i od naturalnej wnęki w skale przeszło na poźniejsze ziemianki i proste, naziemne lepianki. Możnaby tak wywodzić bez końca np. wyraz “gleba” pochodzi od zwykłego odgłosu klepania ziemi przy sadzeniu rośliny, ale JEDNEGO JESTEM PEWIEN: TYLKO JĘZYK POLSKI DAJE TAKIE MOŻLIWOŚCI WYWODU, ŻADEN INNY! 
JAM i JAR – Bogowie Biźniacy, Wodny Żywiciel i Ogniowy Ocieplacz-Oświetlacz, byli czczeni przez potomków Polachitów i wywarli ogromny wpływ na wierzenia innych – NIE ODWROTNIE (ale o tym gdzie indziej)!. Wystarczy spojrzeć na nazwy polskich miast i wsi, które zachowały rdzenie “jam-” i “jar-” (Jamasze, Jamczyny, Jaminy, Jamiołki [aniołki?], Jamki, Jamne, Jamówka, Jamrozy, Jamszcze [JAM-szczep?], Jamrzyno, Jamborek + sienkiewiczowski Jampol [“Pan Wołodyjowski”], ,  moim zdaniem niezwykle rybne, święte jezioro Jamno, Jarosławicze, Jarewiszcze [JARowy-szczep?],Jarocin, Jaroglewo, jarosław, Jaroszówka, Jarów, Jaruń, Jarynówka). Zakończę tym, że od JAMa pochodzi najstarsze imię – Jan (syn Boga i często “ten, od obróbki jantaru [tarcia], który się jarzy”), którego echa można dopatrywać się aż u Chińczyków (Jin i Jang), potem Jandziej (Jędrzej), a od JARa – Jerzy i Jarema.   Oprócz w/w synów (Ciało-Czarodziej) Dziełodziej miał jeszcze innych bliźniaków: Śwista i Sieję. Pierwszy był Bogiem Powietrza , druga Boginią Ziemi.  I jeszcze jedno:
Aleksander Brückner uważał Chorsa za bóstwo rodzime, lunarne, wywodząc etymologię jego imienia od prasłowiańskiego rdzenia krsь, obecnego w polskim słowie “wycharsły” – tj. wynędzniały, co miałoby się odnosić do ubywającego księżyca.
– gdyby okazało się, że określenie “Christos” pochodzi od słowiańskiego Bóstwa “Chors” (czytaj: Chorstos)… mogłoby dojść do rewolucji (“Joszua”, “Iesus”, “Iesua”, “Jezus” pierwszą literę mają “J” lub “I” [gdzie nie ma “j” w alfabecie]), a  (z Wikipedii) “W języku hebrajskim יְהוֹשֻׁעַ (Yehōšuaʿ ), gr. Ιησούς  znaczy – Jahwe  (też na “J”- przyp. aut.) jest zbawieniem“, bo egipski “Chorus” na pewno, a i wiadomym mogłoby się stać, gdzie Jezus mógłby przebywać w okresie dorastania, przemilczanym (wyciętym!) przez ewangelie Nowego Testamentu. Gdyby jeszcze “Zeusa/Dzeusa” wyprowadzić od naszego, hipotetycznego “Dziełodzieja” (od “dzieje” [z np. “koł0-dziej”] Dziejus>Dzejus>|>Dzeus), to mity greckie byłyby O NAS! O TYTANACH (czytaj: Tych od pieniędzy, “dydków” [Dydani]- wielkich, bo bogatych, a nie wyrosłych…)!
Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s