Święto Trzech Króli

 

Zbliża się Święto Trzech Króli, których ja uważam za mistrzów: lecznictwa (ten, który przyniósł mirrę), iluzji (ten – kadzidło) i ten od koneksji wraz z umiejętnością “dania w łapę” (ze złotem). Przybyli do miejsca urodzin Chrystusa nie za sprawą gwiazdy na niebie, ale dzięki adresowi, który otrzymali – w posiadłości rodzinnej Jezusa była bowiem do dziś istniejąca mieścina o nazwie Kokaba (z hebr. “gwiazda”). Czyli kierowali się na Gwiazdę koło Nazaretu (nie wiem czy istniał wtedy kod pocztowy). Możliwym jest, że tym trzecim mistrzem był wuj Jezusa – Józef z Armatei. Wskazuje na to przygotowane zawczasu miejsce pochówku ukrzyżowanego (zwykle Rzymianie wyrzucali zwłoki na śmietnisko). Przybycie tych trzech osób było deklaracją uczestnictwa w pokazie samego ukrzyżowania i późniejszych efektów specjalnych. Dlaczego do tej pory archeologia nie znalazła śladów masowych ukrzyżowań rzymskich? Żelazne gwoździe były bowiem bardzo drogie i solidne, twarde drzewo też. Nie sądzę, by Rzymianie chcieli się dokładać do tego interesu w tak dużej skali, w jakiej to czynili. Postawiono więc trzy STAŁE krzyże na Golgocie, każdy w kształcie litery T (nie “t” – marnotrawstwo materiału) z dwoma wbitymi, STAŁYMI gwoźdźmi w ramiona tejże litery. Krzyż, który dźwigał skazany był w formie składanej litery X (przypomnieć sobie można symbol Chrystusa pierwszych chrześcijan – litera P na tle X, oraz pamiątka do dziś istniejąca w ruchu drogowym – znak, krzyż św. Andrzeja przed przejazdami kolejowymi). Pośrodku X był wbity trzeci gwóźdź, by można było go złożyć i łatwo przetransportować np. wzdłuż Drogi Krzyżowej, tylko przez jedną osobę. Do iksa wykonanego z lekkiego i taniego drewna na miejscu PRZYWIĄZYWANO skazańca i zawieszano go na stałej literze T. Dzięki temu zabiegowi ofiara miała bardzo długo dogorywać (tydzień czy dłużej) pod ciężarem zawieszonego ciała – po prostu dusić się. A tu masz, ledwie Jezus został zawieszonym, już go zdjęto, bo wykazywał oznaki śmierci (zadziałali wspólnie trzej mistrzowie!). Powiedzieć można, że istnieje dowód na krzyżowanie, artefakt – fragment stopy z wbitym gwoździem. Owszem, ale tylko dlatego, moim zdaniem, że jakimś cudem rozwiązał się sznur u nogi wiszącego i trzeba było temu zaradzić naprędce – przybić nogę do krzyża. Zrobiono to w pośpiechu trzymając np. siekierę nad głową, nie zastanawiając się gdzie zostaje wbity gwóźdź – akurat w sęk, dlatego gwóźdź się zakrzywił. Nie można go było potem wyciągnąć do ponownego użytku, więc odcięto piętę i wreszcie jakimś dłutem usunięto zbędny gwóźdź z drewna wraz z ochłapem. A dlaczego w takim miejscu pięty, a nie innym – w ścięgna? Żeby skazany za szybko się nie wykrwawił! Ot, i cała tajemnica kończąca się wyprowadzeniem Jezusa przez dwóch aniołów w dymie, świetle i huku (widok jaki widzieli wartownicy w apokryfie – ewangelii św. Piotra) – efekt mistrza iluminacji. To, co pozostało w grobie po ciele (prześcieradła), jak stwierdziła Magda Magdalena, nosiło oznaki wcześniejszego namaszczenia – balsam uśmierzający ból, maść lecząca (?) – atrybuty mistrza ówczesnej medycyny. Ale bez względu czy ten mój wywód jest prawidłowym, czy nie, wierzę w Jezusa Chrystusa jako drogę własnego postępowania, by być dobrym i jeszcze lepszym człowiekiem. Wino piję (niepoświęcone!), ale ciała chrystusowego nie spożywam. Nie biorę udziału w niedzielnych spędach kościelnych, bo nie chce mi się wysłuchiwać następnych nakazów pod karą braku zbawienia czy klątwy. Spowiadam się temu, którego sam wybiorę. Uważam się za gnostyka. JAMen.
Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s